»   ŻYCIE
zycie_baner

ŻYCIE

Drogi geniuszu

Tadeusz Boy Żeleński, pisarz, eseista, tłumacz literatury francuskiej, urodził się 21 XII 1874 r. w Warszawie, jako drugi z trzech synów Wandy i Władysława Żeleńskich. Ojciec, wywodzący się z rodziny o długich tradycjach ziemiańskich, był już wówczas uznanym kompozytorem. Matka pochodziła z środowiska mieszczańskiego i – za namową przyjaciółki – stawiała pierwsze kroki jako literatka. „Arystokratyczne koligacje i stosunki” Żeleńskiego nie popsuły harmonii tego niezwykłego małżeństwa. W ciągu pięciu lat urodzili się: Stanisław, Tadeusz i Edward. W pierwszych latach małżeństwa Żeleńscy mieszkali w Warszawie – Władysław pracował w Instytucie Muzycznym, a następnie w Warszawskim Towarzystwie Muzycznym. W 1881 r. przenieśli się do Krakowa.

W latach 1885–1892 Tadeusz Żeleński uczęszczał do prestiżowego Gimnazjum Świętej Anny w Krakowie. W tym okresie po raz pierwszy zetknął się z teatrem i klasyką literatury francuskiej. Obu zagadnieniom pozostał wierny przez resztę życia. Przewodnikiem duchowym, którego cenił i podziwiał był starszy kuzyn Kazimierz Tetmajer, już wtedy znany poeta, dziennikarz, laureat nagród literackich. Tetmajer znacząco wpłynął na edukację literacką Żeleńskiego i – o czym dowiadujemy się z listów rodzinnych – zachęcał go do samodzielnych prób. Pod okiem starszego kuzyna i przy jego zachęcie w 1895 r. Żeleński – już jako student – opublikował cztery sonety w dwutygodniku „Świat”.

Zmarnowany chłopiec

Po maturze Tadeusz Żeleński odbył półroczną służbę wojskową i w czerwcu 1893 r. został studentem Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Z perspektywy czasu decyzja ta wydaje się być zaskakująca. „Ciekawe, że będąc lekarzem kolejowym i z konieczności stykając się z różnego rodzaju przypadkami, był tak niesłychanie wrażliwy, że nie mógł słuchać opowiadań o ranach itp.” – wspominał po latach syn. Sam Żeleński tłumaczył to – we właściwy sobie sposób – w felietonie Kariery: „Medycyna – był to powszechny rezerwuar dla wszystkich niespokojnych duchów, zarazem dla wszystkich, którzy… nie szli na prawo i na filozofię”. Przypuszczalnie dość szybko zorientował się w swojej pomyłce, jednak studiów nie porzucił. W drugim semestrze roku akademickiego 1894/95 przerwał naukę na sześć miesięcy. Prawdopodobnie w związku z hazardem, któremu poświęcał dużo czasu, choć bez powodzenia – jak sam wspominał. Druga przerwa miała ścisły związek z przyjazdem Stanisława Przybyszewskiego do Krakowa w 1898 r.

„Tym księciem ciemności zdawał mi się wówczas Przybyszewski, tymi potępieńcami byliśmy po trosze my wszyscy, którzyśmy się do niego garnęli”. Żeleński był zafascynowany nie tylko „genialnym Polakiem”, ale i jego żoną, Dagny Juel-Przybyszewską. Ile było zaangażowania ze strony Norweżki – trudno stwierdzić. Według Ireny Krzywickiej, miłość do Przybyszewskiej miała wpływ na pochopną decyzję wstąpienia do armii austriackiej, w zamian za roczne stypendium (wypłacane z góry). Można przypuszczać, że dużym ciosem była dla niego wiadomość o niespodziewanym wyjeździe Dagny razem z kochankiem. Po okresie przygnębienia i apatii przyszło otrzeźwienie. W ciągu kilku miesięcy Żeleński zdał zaległe egzaminy i w lipcu 1900 r. zakończył studia. W następnej kolejności wystarał się o odroczenie przyrzeczonej wcześniej służby wojskowej i złożył wniosek o przyznanie stypendium na wyjazd do Paryża. W rok po wydarzeniach, które ciężko odbiły się na jego zdrowiu i psychice, mógł wreszcie spakować walizki i wyjechać.

O swoim pierwszym pobycie w Paryżu wspominał kilkakrotnie w szkicach z tomiku Znaszli ten kraj?… W ciągu trzech miesięcy niewiele czasu pozostawił sobie na naukę. Właściwą edukację stanowiły wędrówki po mieście, książki i wieczory kabaretowe na Montmartrze. „Po kilku miesiącach tego wałęsania się wróciłem innym człowiekiem” – napisał po latach.

Po powrocie do kraju Żeleński został asystentem w szpitalu św. Łazarza, a później w Klinice Pediatrycznej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Bardziej niż praktyka interesowała go jednak praca badawcza. „Aby uciec od szpitala, który mnie przygnębiał, rzuciłem się do mikroskopu”. Swoje prace publikował w „Przeglądzie Lekarskim” od 1902 r.

W czerwcu 1904 r. ożenił się z Zofią Pareńską, z której rodziną zaprzyjaźniony był od lat. Ślub zbiegł się niemal równocześnie z dwoma innymi wydarzeniami: śmiercią Wandy Żeleńskiej w marcu oraz przyznaniem Żeleńskiemu drugiego stypendium naukowego na wyjazd do Francji. Tym razem w podróży towarzyszyła mu żona.

W Paryżu młody lekarz zainteresował się modnym wówczas zagadnieniem obniżania śmiertelności niemowląt. W tym celu odbył wiele spotkań z lekarzami i przy okazji zapoznał się z ideą sztucznego dokarmiania. Swoje spostrzeżenia i sugestie przedstawił po powrocie do kraju w Krakowskim Towarzystwie Lekarskim.

Dwudziestego trzeciego lutego 1905 r. urodził się jedyny syn Zofii i Tadeusza Żeleńskich – Stanisław. Jeszcze w tym samym roku powołano do życia Instytucję Kropli Mleka, na wzór francuskiej Goutte de Lait. Żeleński został kierownikiem placówki i jej medycznym doradcą. Praca w Kropli Mleka dawała mu wiele satysfakcji, jednakże na skutek zatargów ze swoim zastępcą zrezygnował z dalszego kierowania placówką w 1907 r. Równocześnie zmiany personalne w Klinice Pediatrii spowodowały, że zrzekł się asystentury, zrezygnował z pisania pracy habilitacyjnej, a tym samym z dalszej kariery naukowej.

Zielony Balonik

„Mogę powiedzieć, że zawdzięczam mu wszystko” – napisał w Legendzie Zielonego Balonika. Zajęty zobowiązaniami zawodowymi, nie uczestniczył w pierwszym, inauguracyjnym wieczorze, który odbył się jesienią 1905 r. Szybko jednak – jak sam później wspominał – wpasował się w program artystyczny kabaretu i począwszy od drugiego sezonu stał się jednym z jego filarów. Niespodziewany zwrot musiał być zaskakujący dla wszystkich, a już na pewno dla samego autora. „Byłem w tej epoce bardzo nieszczęśliwy” – wspominał.
W 1908 r. kabaretowe teksty Żeleńskiego zostały opublikowane w pierwszym tomiku Piosenki i fraszki Zielonego Balonika pod pseudonimem „Boy”. „Nie mogłem przecież tą samą firmą sygnować recepty i kupletu!” – wyjaśniał żartobliwie w Jak zostałem literatem. Niebawem pojawił się kolejny zbiorek Igraszki kabaretowe. W tym samym roku Boy powrócił do zawodu lekarza w Krakowskiej Dyrekcji Kolejowej. Praca odbywała się w trudnych warunkach i była wyczerpująca psychicznie. „(…) myślałem nieraz, że się rozbeczę z desperacji” – wspominał po latach. Tym razem ucieczką od przygnębiających obowiązków były wierszyki pisane pod wpływem chwili, na marginesach recept.
Z czasem, gdy zapotrzebowanie na Zielonego Balonika zmalało, Boy skupił się na przekładach z literatury francuskiej.

Począwszy od 1908 r. każdy kolejny rok przynosił nowe tomiki: Po wspomnianych Piosenkach i fraszkach Zielonego Balonika oraz Igraszkach kabaretowych pojawiły się kolejno: Nowe piosenki (1910), Gdy się człowiek robi starszy… Wierszyków porcja czwarta (1911), oraz pisana wspólnie z Witoldem Noskowskim Szopka krakowska „Zielonego Balonika”. Równolegle ukazywały się przekłady dzieł Moliera, Balzaka, Franca, de Laclosa. W 1913 r. ukazały się Słówka, zaś w następnym roku Markiza i inne drobiazgi.
Tytułową Markizę napisał Boy dla aktorki Jadwigi Mrozowskiej, która w latach 1911–1913 gościła w Krakowie. Romans tych dwojga miał miejsce około 1913 r., a bolesne rozstanie pozostawiło ślad rozgoryczenia, pojawiający się w pisanych później felietonach.
Z chwilą wybuchu I wojny światowej Tadeusz Żeleński został powołany do służby w Szpitalu Fortecznym w Krakowie, a następnie w stacji zbornej dla chorych na dworcu kolejowym. W 1917 r. Pisma Montaigne’a dały początek Bibliotece Boya. Pierwszy tom Pism zawierał dedykację: „Dobrej, rozumnej i miłej towarzyszce pracy, Zofii Żeleńskiej, zaczątek ten przedsięwzięcia, zrodzonego z wspólnych myśli i umiłowań, ofiarowuje – Boy”. Wpis ten odsłania charakter związku Żeleńskich: odtąd łączyć ich będzie głównie wspólna praca.

Kolejny zbiór Z mojego dzienniczka (1917) zawierał wiersze pisane dla Anny Leszczyńskiej, zwanej Niusią. Trzyletni romans rozwijał się głównie drogą listową między Krakowem a Warszawą. Leszczyńska podtrzymywała korespondencję, ale uczuciowo była o wiele mniej zaangażowana. Kolejne rozczarowanie przyniosło gorzkie wnioski: „Jednania święcą się gody: / Grajcie mej duszy fanfary! / Umiera błazen młody, / Rodzi się dureń stary…”.

W 1917 r. Żeleński został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi za działalność lekarską. W wolnym czasie pracował nad kolejnymi przekładami, których liczba stale przybywała. Tłumaczył szybko i intensywnie, z „niecierpliwą furią”. Po zakończeniu wojny rozpoczął starania o przyznanie emerytury.

W fotelu recenzenta

Wiosną 1919 r., za namową przyjaciela Rudolfa Starzewskiego, Boy został recenzentem teatralnym krakowskiego „Czasu”. Po roku opublikował pierwszy zbiór krytyk teatralnych Flirt z Melpomeną, wieczór pierwszy. Współpraca z dziennikiem trwała trzy lata. Na jego łamach zrecenzował około 150 przedstawień. Równolegle ukazywały się kolejne przekłady sygnowane przez Bibliotekę Boya.
W 1921 r. Żeleński przyjął propozycję objęcia katedry literatury francuskiej przy Uniwersytecie Poznańskim. Nominacja opóźniała się, wskutek czego zrezygnował z Poznania na rzecz Warszawy, gdzie z kolei zaproponowano mu stanowisko kierownika literackiego w Teatrze Polskim.

W lipcu 1922 r. Żeleńscy przenieśli się do Warszawy i zamieszkali przy ul. Smolnej 11. Praca w Teatrze Polskim rozminęła się z oczekiwaniami Boya, toteż po roku zrezygnował z posady i rozpoczął współpracę z „Kurierem Porannym”. „Rok przebyty w teatrze przedstawia mi się jak wspomnienie z «jednorocznej» służby w wojsku – miłe, ale na rok, na dłużej nie!” – napisał w lipcu 1923 r. Współpraca z „Kurierem Porannym” – przy deklarowanej apolityczności Boya – spotkała się z atakiem prasy prawicowej. Szczególnie gwałtownie pisał o tym Adolf Nowaczyński na łamach „Myśli Narodowej”, porównując redakcję „Kuriera” do domu publicznego.
Obok felietonu Boy redagował również rubrykę „Niedyskrecje teatralne”. Praca w „Kurierze” – oprócz korzyści finansowych – stwarzała możliwość bezpośredniego wypowiadania się w sprawach teatru, czego brakowało mu na poprzednim stanowisku. Wybrane felietony Boy wydawał w poszczególnych „wieczorach” Flirtu z Melpomeną. Równocześnie kontynuował pracę nad kolejnymi przekładami. Stabilizacja finansowa pozwoliła mu na realizację projektu wydania całej Komedii ludzkiej Balzaka w 1924 r.
„Mocarz przekładu”, „wielki architekt literackiej kultury francuskiej” – kolejne tłumaczenia przyniosły nie tylko rozgłos, ale i uznanie krytyki. Popularyzacji dzieł miały służyć akcje odczytowe w kraju. W latach 1924–1925 wygłosił odczyty: Jak zostałem literatem, O Komedii ludzkiej, O Kobiecie trzydziestoletniej i ich stwórcy w ponad czterdziestu miastach Polski. W tym samym czasie nawiązał współpracę z nowo powstałymi „Wiadomościami Literackimi”, gdzie – obok „Kuriera Porannego” – drukował swoje felietony teatralne.

W maju 1925 r. Żeleński wziął udział w Pierwszym Międzynarodowym Kongresie PEN-Clubów we Francji. W czasie tego pobytu odwiedził dom Balzaka i nawiązał znajomość z francuskimi badaczami jego twórczości.

W lutym 1927 r. Francuskie Towarzystwo Przyjaciół Polski uczciło zasługi Boya uroczystym bankietem na jego cześć w gmachu paryskiej Sorbony. Wygłoszony przy tej okazji odczyt Mes confessions, Żeleński powtórzył w kilkunastu miastach Francji, a wobec olbrzymiego sukcesu, ponowił akcję w następnym roku. Wspomnienia z podróży opublikował w zbiorze felietonów W Sorbonie i gdzie indziej (1927).

Mędrzec mówi

Rok 1928 był ważnym okresem w życiu Boya. Ugruntowana pozycja krytyka i tłumacza szła w parze z ustabilizowanym życiem osobistym. Po rozstaniu z Janiną Szreniawą, aktorką stołecznych teatrów, Żeleński związał się z młodą publicystką Ireną Krzywicką. Jest to również rok, na który przypadły głośne kampanie: społeczno-obyczajowa i „antybrązownicza”.

W połowie 1928 r. Boy został poproszony o przygotowanie wstępu do wydania Dzieł Adama Mickiewicza. W przedmowie zatytułowanej O Mickiewiczu prowokacyjnie napisał: „Mickiewicz był to posąg z brązu w naszym narodowym kościele: czuwano pilnie, aby na tym posągu nie było rysy”. Sugestie, aby oddzielić życiorys poety od jego dzieł, i zaakceptować tym samym przemilczane dotąd etapy jego biografii, spotkały się z falą krytyki i ataków ze strony środowisk akademickich. Rozszerzeniem tez postawionych we wstępie Żeleński zajął się na łamach „Wiadomości Literackich”. Cykl rozpoczął artykuł Brązownicy (wyd. książkowe w 1930 r.). W kolejnych numerach opublikował nieznane fakty z życia Mickiewicza oraz wskazał osoby odpowiedzialne za cenzurowanie jego biografii.
W późniejszych latach powrócił jeszcze do Mickiewicza, badając pogłoskę o jego rzekomym otruciu.

Zainteresowania biograficzne Boya nie ograniczały się tylko do Mickiewicza. Pod koniec 1928 r. rozpoczął pracę nad przygotowaniem do druku listów i utworów Narcyzy Żmichowskiej, serdecznej przyjaciółki Wandy Żeleńskiej. Równolegle ze szkicami o Mickiewiczu i Żmichowskiej w „Wiadomościach Literackich” ukazywały się recenzje z teatrów warszawskich drukowane w „Kurierze Porannym”.
Pisząc o sztuce, w której dwa niedobrane małżeństwa rozwiodły się i „wymieniły” partnerami, Boy zainteresował się reformą prawa małżeńskiego. Temu zagadnieniu poświęcił felietony: Biedne prababki; Rozerwalna nierozerwalność; Mędrzec mówi; Staśko z Diderotem, czyli flaki z olejem; Kościelne bigamie i Mędrzec wśród bogaczy, wydane zbiorowo w 1929 r. pod tytułem Dziewice konsystorskie. Felietony te spowodowały falę krytyki i ataków pod jego adresem ze strony pism prawicowych, jednak zwróciły uwagę społeczeństwa na kwestię ujednolicenia ustawodawstwa na terenie RP.

W 1929 r. oprócz wspomnianych Dziewic konsystorskich ukazały się publikacje: Ludzie żywi; Pijane dziecko we mgle; Flirt z Melpomeną, wieczór ósmy; oraz powieści Żmichowskiej w edytorskim opracowaniu Boya: Biała róża i Czy to powieść?
Nie ucichły echa walki o reformę prawa małżeńskiego, kiedy na łamach „Kuriera” ukazał się felieton poruszający kwestie świadomego macierzyństwa pt: Największa zbrodnia prawa karnego. W kolejnych artykułach Boy zdecydowanie opowiedział się przeciw karalności przerywania ciąży. Swoje argumenty opierał na opiniach lekarzy i prawników, ale przede wszystkim na własnych obserwacjach. W Wyznaniach gorszycielki Irena Krzywicka napisała: „(…) pomysł pisania na temat zapobiegania ciąży wyszedł właśnie ode mnie. W kamienicy, gdzie mieszkałam, trzy kobiety zmarły w krótkim czasie z powodu pokątnych skrobanek”. Jakkolwiek było w rzeczywistości, faktem jest, że zarówno Krzywicka, jak i żona Zofia interesowały się tą sprawą i wspierały Boya w walce o prawa kobiet. Felietony poruszające kwestię świadomego macierzyństwa ukazywały się w „Kurierze Porannym”, jednocześnie „Wiadomości Literackie” zamieściły dodatek „Życie świadome”, gdzie głos zabierali lekarze i publicyści. Żeleński protestował przeciwko projektowi ustawy przewidującemu karę pięciu lat więzienia za przerwanie ciąży bez względu na przyczynę. Postulował o wprowadzenie zapisu dopuszczającego zabieg ze wskazań zdrowotnych i społecznych.

W 1930 r. jedenaście felietonów z „Kuriera” zostało wydanych zbiorowo w książce Piekło kobiet. Bezpośrednim rezultatem działań podjętych przez Boya na łamach prasy, było utworzenie w 1931 r. pierwszej w kraju Poradni Świadomego Macierzyństwa. W tym samym roku Żeleński przerwał wieloletnią współpracę z „Kurierem”. Według pogłosek powodem był spór o wysokość honorarium, ale – jak słusznie przypuszcza w swojej książce J. Hen – nie bez znaczenia była działalność publicystyczna Boya, nie zawsze wygodna dla redakcji.

Ostatnim zbiorem, zamykającym kampanie obyczajowe Boya, byli Nasi okupanci z 1932 r. W felietonach drukowanych od 1930 r. głównie na łamach „Wiadomości Literackich”, powrócił do reformy prawa małżeńskiego i regulacji urodzeń, skupiając się na roli kleru w blokowaniu zmian prawno-obyczajowych. Ton jego wypowiedzi był zdecydowanie ostrzejszy w porównaniu z wcześniejszymi wystąpieniami. Tytuł Nasi okupanci nawiązywał do ofensywy kleru na różne płaszczyzny życia społeczeństwa.

Zorganizowana w tym samym czasie akcja odczytowa po kraju z okazji rocznicy urodzin Villona, przebiegała niekiedy w burzliwej atmosferze. W kilku polskich miastach „wrogowi kościoła” odmówiono sali. Na bazie wspomnień powstał artykuł Boya pod tytułem Przygody Franciszka Villona w kraju okupowanym.

W 1933 r. powołano do życia Ligę Reformy Obyczajów. Wśród założycieli znaleźli się m.in. Zofia i Tadeusz Żeleńscy oraz Irena Krzywicka. Na skutek nieporozumień dotyczących akcji świadomego macierzyństwa, po kilku miesiącach współpracy Boy wycofał się z prezesury, a następnie z zarządu Ligi.

Pod pręgierzem

W okresie, gdy Boy przeprowadzał kampanię antyklerykalną, środowisko prawicowo-nacjonalistyczne przystąpiło do kampanii antyboyowskiej. Na łamach dwutygodnika „Zet” autor artykułu, J. Braun, zapowiedział „likwidację Boya” za „szkodliwy wpływ na bezkrytyczne społeczeństwo”. Rzecz ciekawa – o czym wspomina w swojej książce J. Hen – że zaledwie trzy lata wcześniej ten sam autor napisał: „Boy jest zjawiskiem – o tym nie wolno zapominać”. Kulisy zmiany stanowiska przedstawił Żeleński w Sekretach niektórych „walk ideowych”: J. Braun był autorem sztuki, na której Boy-recenzent nie pozostawił suchej nitki. Wspominając ten incydent w Sekretach, dodaje: „jaką siłę jadu, jaką furię nienawiści może produkować urażona ambicja grafomanów i na co jest narażony krytyk pojmujący swoje obowiązki poważnie, nie zaś pod kątem «wymiany usług»”.

Niespodziewanie do grona krytykujących przyłączył się Stanisław Ignacy Witkiewicz, wieloletni przyjaciel domu. Była to sytaucja przykra nie tylko dla Żeleńskiego, który przez lata promował sztuki Witkacego, ale także dla Zofii, która w przeszłości była z nim związana uczuciowo. W samym środku ataków zarówno ze strony prasy prawicowej, jak i lewicowej, Tadeusz Żeleński otrzymał prestiżową nagrodę literacką miasta Warszawy. Decyzja jury spotkała się z gwałtownym sprzeciwem na łamach prasy. „We środę mają mi wręczać nagrodę warszawską i dyplom – pisał w liście. – Podobno część Rady Miejskiej ma podczas tego opuścić salę na znak oburzenia”.

W 1933 r. na rynku wydawniczym ukazały się dwie książki wymierzone w twórczość i osobę Boya-publicysty: Beniaminek Karola Irzykowskiego oraz zbiór tekstów Prawda o Boyu-Żeleńskim. Boy polemizował ze swoim antagonistami, jednak nagonka ta zniechęcała go do dalszych wystąpień. W swojej autobiografi I. Krzywicka wspomina, że Beniaminek „napsuł dużo krwi Boyowi”. Jesienią 1933 r. zarówno Żeleński, jak i Karol Irzykowski znaleźli się w składzie nowo powstałej Polskiej Akademii Literatury. Boy, który ponoć obiecał sobie nie wymieniać głośno nazwiska swojego oponenta, na posiedzeniach PAL nawiązywał do jego wypowiedzi następująco: „Ktoś tu, zdaje się, przede mną mówił, że…”.

Równolegle do ataków, pojawiały się również głosy uznania. Pochlebne recenzje zebrał zbiór wspomnień o cyganerii krakowskiej Znaszli ten kraj?… (1932), zaś niekwestionowanym sukcesem były wydane w 1934 r. dwuczęściowe Obrachunki fredrowskie (cykl artykułów o Fredrze).

Jesienią 1934 r. Żeleński zakończył współpracę z krakowskim „Ilustrowanym Kurierem Codziennym” – gdzie od 1931 r. drukował recenzje teatralne – na rzecz „Kuriera Porannego”. Powrót na łamy „Kuriera” odbył się na gorszych niż uprzednio warunkach finansowych, jednocześnie zmienił się też charakter publikacji Boya. Zmęczony i rozgoryczony napaściami, wycofał się z gwałtownych polemik. Zmalało również tempo i charakter przekładów: klasykę literatury francuskiej zastąpiła literatura współczesna.

W 1935 r. zakończyła swoją działalność spółka wydawnicza Biblioteka Boya. Historia spółki wzięła początek w 1930 r., kiedy zawiązał się pomysł, aby wydać całą dotychczasową Bibliotekę Boya w drodze prenumeraty. Firma, która podjęła się realizacji przedsięwzięcia, zbankrutowała, wobec czego Żeleńscy postanowili przejąć obowiązki administracyjne na siebie. W tym celu została zarejestrowana spółka wydawnicza Biblioteka Boya. W ciągu kolejnych pięciu lat w ramach Biblioteki ukazywały się uaktualnione i ujednolicone graficznie przekłady z literatury francuskiej, jak również oryginalne utwory Boya, których popularność rozszerzała zakres działania firmy. Zarówno sytuacja ekonomiczna kraju, jak i prowadzone kampanie antyboyowskie nie sprzyjały prosperowaniu Biblioteki. Krzywicka wspomina, że „Boy utopił w niej nie tylko wszystkie swoje oszczędności i większość dochodów, ale i posag pani Fusi” (Zofii Żeleńskiej – red.).

„Brzydka książka”

W 1936 r. Boy rozpoczął przekład dzieła Prousta W poszukiwaniu straconego czasu (do wybuchu wojny wydał piętnaście tomów). Równocześnie przyjął zlecenie na napisanie biografii Marii Kazimiery Sobieskiej. Fragmenty książki były drukowane w „Wiadomościach Literackich”. Marysieńka Sobieska zdobyła ogromne zainteresowanie czytelników, a jej autor nagrodę za „najwybitniejszą książkę roku 1937”. Niemal równocześnie pojawiły się też ataki. Zarzucono Boyowi szarganie symboli narodowych i zniesławienie króla epitetem „szlachecki dziwkarz” czy słynnym już zawołaniem: „Włóż gatki, zwycięzco podhajecki!”. Nagonka prasy prawicowej rozpętała gwałtowną polemikę, która przeciągnęła do 1939 r. Za namową rodziny i przyjaciół Boy postanowił przeczekać ten okres poza granicami kraju. Latem 1938 r. wyjechał do Francji.

Komitet Literatury, działający w ramach Towarzystwa „Młody Teatr”, był ostatnim projektem, w jaki zaangażował się Tadeusz Żeleński przed wybuchem wojny. Statutowym zamierzeniem „Młodego Teatru” było propagowanie polskiej twórczości i pomoc młodym autorom „w drodze do sceny”. W swojej pracy recenzenta Boy dużo uwagi poświęcał rozwojowi polskiej sztuki dramatycznej. Wystarczy przypomnieć tu jego konsekwencję w promowaniu sztuk Witkacego. Komitet Literatury oceniał nadsyłane utwory i informował o nich w biuletynach skierowanych do dyrekcji polskich teatrów.

W 1939 r. ukazał się siedemnasty tom recenzji teatralnych pod tytułem Murzyn zrobił… Ostatnia książka Młoda Polska (wydana we wrześniu) nie dotarła na półki księgarskie. Cały nakład został zniszczony w czasie wojny. Podstawą ponownego wydania (w 1947 r.) był jeden z pięciu uratowanych egzemplarzy. Pomimo zapowiedzi nigdy nie udało mu się wydać dwóch ostatnich części W poszukiwaniu straconego czasu oraz przekładu tragedii Racine’a Brytanikus.

Wieczny tłumacz

Piątego września 1939 r. Zofia i Tadeusz Żeleńscy, ulegając namowom bratanka Władysława Żeleńskiego, opuścili bombardowaną Warszawę. Zofia – w samochodzie znajomego prawnika, Boy – w pociągu ewakuacyjnym do Dubna (gdzie obydwoje mieli dojechać).
Ostatnie spotkanie małżonków miało miejsce na małej stacji kolejowej. Zofia Żeleńska zobaczyła męża w pociągu, ale szczegóły spotkania nie są do końca znane. Władysław Żeleński – powołując się na informację znajomego – twierdził, że wtedy uzgodnili kierunek dalszej podróży. Z kolei syn Stanisław opowiadał po latach, że Zofia Żeleńska nie miała sposobności rozmawiać z mężem. Do Dubna nie dojechała; podjęła decyzję o powrocie do Warszawy. B. Winklowa przytacza w swojej książce wspomnienie jednego z sądowników: „Po przybyciu do Dubna dowiedziałem się, że w naszym pociągu jest również Boy. Był bardzo zmęczony i przybity. Udało mi się uzyskać dla niego pokój w hotelu. Serdecznie mi za to podziękował, oświadczając jednocześnie, że następnego dnia, tj. 8 września, w piątek, uda się do Lwowa”.

We Lwowie Boy zamieszkał w mieszkaniu Marii i Jana Greków. Wkrótce podjął pracę w Szpitalu Dziecięcym św. Zofii, jednak szybko zajęcie to porzucił. Praca lekarza była, jak kiedyś,  „ogromnie zasmucająca”.

W listopadzie 1939 r. „Czerwony Sztandar” pod tytułem Pisarze polscy witają zjednoczenie Ukrainy zamieścił oświadczenie, pod którym podpisało się czternastu polskich literatów, wśród nich Boy. Okoliczności tej sprawy nie są do końca zbadane. Świadkowie tamtych wydarzeń nie są jednomyślni w kwestii czy Żeleński podpisał deklarację, czy – jak twierdzą inni – był jedynie obecny podczas okolicznościowego zebrania. Sam podpis – w rzeczywistości bez znaczenia – zaciążył na nazwisku pisarza na długie lata. Najostrzej krytykowany był w środowisku, które okres okupacji spędziło bezpiecznie poza granicami kraju. Autorzy wspomnień z okresu okupowanego Lwowa wypowiadają się ostrożniej, podkreślając skomplikowaną sytuację społeczno-polityczną bieżeńców w nowych strukturach Zachodniej Ukrainy.

W listopadzie Tadeusz Żeleński otrzymał nominację na stanowisko profesora literatury francuskiej na Uniwersytecie Jana Kazimierza (od 1940 r. Iwana Franki). Odmówił propozycji znajomego, aby przez zieloną granicę udać się na Zachód. Był przygnębiony i apatyczny. Ten charakterystyczny rys jego usposobienia będzie przywoływany w późniejszych wspomnieniach z okresu lwowskiego. Niepewna sytuacja i troska o bliskich w Warszawie pogłębiały jego niepokój. Próbował wykonywać swoje obowiązki bez angażowania się w działalność publiczną, jednak ranga nazwiska nie pozwalała mu na zamierzoną anonimowość.

W tym trudnym momencie duże znaczenie miała dla niego przyjaźń z młodą malarką Wandą Ładniewską-Blankenheimową. Jej wspomnienia z tego okresu – napisane z ciepłą sympatią i oddaniem – pokazują próby kompromisów, jakie podejmował Boy – człowiek skryty, nieśmiały i niesłychanie wrażliwy.

W styczniu 1940 r. Żeleński zamieścił w „Czerwonym Sztandarze” szkic o Molierze. Najwyraźniej unikał tej formy wypowiedzi, gdyż kolejny artykuł – o Balzaku – opublikował dopiero w sierpniu. We wrześniu został przyjęty do Związku Pisarzy. Brał czynny udział w przygotowaniach do uroczystości mickiewiczowskich, wygłaszając z tej okazji okolicznościowy referat. Dużą popularnością cieszył się też jego odczyt Balzac na Ukrainie. Wspomnienia o pisarzach były – jak dotąd – jedynymi okazjami, w których zabierał głos publicznie bądź na łamach prasy.

W styczniu 1941 r. powstał miesięcznik „Nowe Widnokręgi”, który w swoim zamierzeniu miał być pismem dla mniejszości polskiej. Już od pierwszego numeru Boy drukował w nim felietony o pisarzach, a niebawem również recenzje sztuk wystawianych w Teatrze Polskim we Lwowie.

Ostatni rok z życia Tadeusza Żeleńskiego rozpoczął się jubileuszem Słówek, zorganizowanym przez Związek Pisarzy. Boy, który był człowiekiem niesłychanie skromnym – w opinii przyjaciółki – źle znosił to wyróżnienie. „(…) fala emocji i wesołego nastroju opadła szybko, jak gdyby przeczuwał, że z pogodniejszych wydarzeń tego okresu było to ostatnie”.

Trzydziestego czerwca 1941 r. Niemcy weszli do Lwowa, a już 2 lipca rozeszła się wiadomość o pierwszych aresztowaniach. Boy – tutaj opinie są zgodne – spodziewał się najgorszego. J. Hen przytacza wspomnienie z ostatnich godzin: „(…) Wiedział, co go czeka, ale nie chciał się ratować. Był tragiczny”.

Późnym wieczorem 3 lipca do mieszkania Marii i Jana Greków przyszli Niemcy. Po krótkiej rozmowie przewieźli mężczyzn (a kilka godzin później także kobiety) do budynku Zakładu Wychowawczego im. Abrahamowiczów, gdzie zgromadzono już innych lwowskich profesorów. Kucharka i służąca Greków zostały zwolnione wraz z kilkoma innymi osobami. Aresztowanych rozstrzelano nad ranem w dwóch egzekucjach: na pobliskich Wzgórzach Wuleckich i na dziedzińcu bursy.

Do Polski docierały niekiedy sprzeczne wiadomości o losie Boya i innych profesorów. W Warszawie Zofia Żeleńska bezskutecznie próbowała uzyskać informacje w siedzibie gestapo, podobnie jak we Lwowie syn Marii Grekowej. Po jakimś czasie otrzymała potwierdzenie o śmierci Tadeusza Żeleńskiego.

Władysław Żeleński, który po wojnie zbierał wszelką dokumentację z tych wydarzeń, wysunął hipotezę, że Boy zginął najprawdopodobniej w drugiej egzekucji. W artykule Prawda o śmierci Boya i roli Nachtigallu, opublikowanym w londyńskim „Dzienniku Polskim” przytoczył zeznania zwolnionych służących, które: „choć przerażone pozostały w pobliżu na ulicy i widziały potem przez ogrodzenie stos zdartych z ofiar ubrań, i to właśnie pierwsza z nich (służąca Greków – red.) rozpoznała charakterystyczny krawat Boya”.

Spór o działalność Boya we Lwowie przeciągnął się na wiele lat po wojnie, zarówno w kraju, jak i za granicą. Zarzucano autorowi Słówek kolaborację i „zaciągnięcie się w służbę najeźdźcy”.

Czytając o „świadectwach prawdy”, w których „nazwisko Boya występuje obok Wandy Wasilewskiej”, łatwo wyobrazić sobie jaką replikę napisałby sam Boy. On, zadeklarowany antykomunista przy boku partyjnej Wasilewskiej, naiwnie zaskoczony wpływem, którego nie miał. Mógłby też wycofać się rozgoryczony, gdyż powojenna polemika była echem napaści z lat 30.
Przez lata o dobre imię stryja walczył w londyńskich „Wiadomościach” bratanek Władysław Żeleński.

W 1959 r. Andrzej Kijowski na łamach „Przeglądu Kulturalnego” napisał: „Emfaza, z jaką Boy rusza do boju (to nie kalambur, to przypadek) o sprawy oczywiste, już w gruncie rzeczy ugruntowane w świadomości społeczeństwa, jest już wtórna.” Czy na pewno…?

 

Monika Śliwińska

Bibliografia:
Hen J., Błazen – wielki mąż, Iskry, Warszawa 1998.
Kijowski A., Nikodem Dyzma literatury międzywojennej, „Przegląd Kulturalny” 1959, nr 7.
Krzywicka I., Wyznania gorszycielki, Czytelnik, Warszawa 2002.
Markiewicz H., Boy-Żeleński, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2001.
Natanson W., Boy-Żeleński, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1983.
Winklowa B., Tadeusz Żeleński Boy. Twórczość i życie, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1967.
Winklowa B., Boyowie. Zofia i Tadeusz Żeleńscy, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2001.
Winklowa B., Boy we Lwowie 1939–1941, Oficyna Wydawnicza POKOLENIE, Oficyna Wydawnicza RYTM, Warszawa 1992.
Żeleński (Boy) T., Reflektorem w mrok. Wybór publicystyki, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1985.
Żeleński (Boy) T., Listy, oprac. B. Winklowa, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1972.
Żeleński (Boy) T., Znaszli ten kraj?…, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1962.
Żeleński (Boy) T., Marysieńka Sobieska, Wydawnictwo Lubelskie, Lublin 1983.
Żeleński S., Wspomnienie o Boyu, „Teatr” 1961, nr 15.
Żeleński S., Ze wspomnień o Ojcu, „Człowiek i Światopogląd” 1974, nr 3.
Żeleński W., Prawda o śmierci Boya i roli Nachtigallu, „Dziennik Polski” 1994.04.20.