»   TWÓRCZOŚĆ   »   Aleksander Wójtowicz: Boy-budowniczy.
Reforma obyczajów w publicystyce Tadeusza Boya-Żeleńskiego
Obraza majesrys 1 tatu

Aleksander Wójtowicz: Boy-budowniczy.
Reforma obyczajów w publicystyce Tadeusza Boya-Żeleńskiego

 

Boy-budowniczy
Reforma obyczajów w publicystyce Tadeusza Boya-Żeleńskiego

„Ciągła wojna z przeżytkami wczorajszych pojęć, wczorajszych potrzeb, wczorajszych obyczajów to najważniejsze pozycje walki o szczęście ludzkości”, pisał Tadeusz Boy-Żeleński w przedmowie do Dziewic konsystorskich (1929). A zaraz później dodawał: „W tej walce pisarze zawsze szli na czele; oni są przyrodzonym instrumentem wyczuwania jutra, wyczuwania okrucieństwa czy komizmu konfliktów między upartym i tępym Wczoraj a domagającym się życia Dziś”1. Deklaracja ta stanowiła credo podjętej przezeń na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych kampanii, której celem była reforma polskiej obyczajowości oraz dostosowanie jej do realiów współczesnych. Wraz z ukazywaniem się kolejnych felietonów i tomów publicystycznych przedsięwzięcie to nabierało rozpędu, obejmując coraz większą wiązkę „spraw, które nie mogą czekać”2 oraz wpływając na ton wypowiedzi pisarza, który na wpół żartobliwie począł określać się mianem „mędrca”. Zmiana ta nie uszła zresztą uwagi współczesnych, bowiem już w 1930 roku Irena Krzywicka pisała w entuzjastycznym tonie: „Nowy Boy – to pisarz walczący, to – prawdziwy rewolucjonista istotnie przyczyniający się do zmiany postaci świata. Rewolucjoniści zawodowcy go nie uznają, kręcąc się w zamkniętym kole cudzych myśli. Boy zaś należy do odkrywców, do tych, co «mówią coś pierwsi». […] Jest z gatunku burzycieli i budowniczych”3. Jednak powiększające się z każdym rokiem grono adwersarzy było skłonne widzieć w nim przede wszystkim burzyciela, usiłującego skruszyć lekkomyślnym gestem gmach tradycji. Natomiast o Boyu-budowniczym mówiono stanowczo rzadziej; w ferworze polemicznych utarczek, których temperatura podnosiła się wraz z publikacją kolejnych felietonów, koncentrowano się głównie na sprawach doraźnych i najbardziej kontrowersyjnych. Stawały się one punktem wyjścia do rzucenia hasła „atakujemy Boya” (J. Braun), do uznania go za piewcę „życia ułatwionego” (J.E. Skiwski), czy – wreszcie – do krytycznego przenicowania całokształtu dorobku artystycznego i translatorskiego (opublikowany w 1933 roku tom Prawda o Boyu-Żeleńskim)4. W zgiełku coraz to nowych zarzutów i nieustannych dyskusji utrwalał się wizerunek Boya-burzyciela, który w znacznej mierze przesądził o recepcji jego pism.

Tymczasem z dzisiejszej perspektywy równie interesujący wydaje się być Boy-budowniczy: założyciel Ligi Reformy Obyczajów, pomysłodawca i jeden z głównych autorów „Życia Świadomego”, propagator organizowania w całym kraju poradni macierzyńskich oraz rzecznik liberalizacji przepisów prawnych. Warto przy tym podkreślić, że wyłaniający się z jego pism publicystycznych projekt modernizacji życia społecznego był odpryskiem szerszego zjawiska, które obejmowało swoim zasięgiem Europę oraz Stany Zjednoczone. Przejawiało się ono w działalności licznych lokalnych oraz międzynarodowych organizacji, które stawiały sobie za cel ustalenie nowych norm życia zbiorowego5.

Historia tych ruchów niczym w soczewce skupia ambicje epoki marzącej o zbudowaniu fundamentów nowego, pozbawionego dotychczasowych ograniczeń świata. Głoszone przez ich reprezentantów hasła nie ograniczały się do spraw bieżących, lecz przybierały kształt snutych z rozmachem wizji, w których niejednokrotnie pobrzmiewał pierwiastek utopijny. Aby uchwycić jego specyfikę, warto odwołać się do zaproponowanego przez Jaya Wintera rozróżnienia pomiędzy „utopistami wielkimi” (major utopians) oraz „utopistami pomniejszymi” (minor utopians). Pierwsi dążyli do przemiany świata przy użyciu terroru i przemocy, nie cofając się przed okrucieństwami i zbrodniami, które – jak w przypadku nazizmu czy komunizmu – odcisnęły tragiczne piętno na dziejach minionego stulecia. Natomiast drudzy snuli „marzenia o pokoju i wolności”, „usiłując na odrębne sposoby wyobrazić sobie radykalnie lepszy świat”6. Ich działalności nie sposób rozpatrywać jedynie przez pryzmat osiągniętych sukcesów i wymiernych zdobyczy; była to raczej seria wielu możliwości, gestów otwarcia, „nadziei i marzeń, które rzadko zostały zrealizowane, ale nie popadły też w zapomnienie”7.

W podobnym kontekście można rozpatrywać kampanię Boya. Choć rychło urosła ona do rangi jednego z najważniejszych zjawisk na mapie polskiej kultury czasów międzywojnia, to nie osiągnęła zamierzonych celów. Pomimo to w znaczący sposób zmodyfikowała dyskurs obyczajowy, stając się jednym z najważniejszych epizodów w dziejach tej części polskiej nowoczesności, która niezachwianie wierzyła w snutą przez siebie opowieść o postępie. W zamęcie ówczesnego życia jej rzecznicy – inaczej niż duża część myślicieli i pisarzy – skłonni byli upatrywać pierwszych symptomów głębokich przemian, które w niedalekiej przyszłości miały odmienić oblicze całego świata. Z tego względu w ich wypowiedziach dochodziło często do głosu przekonanie, że jest to proces globalny, rozgrywający się równolegle w wielu państwach i na wielu kontynentach. Wygłoszona w tym duchu deklaracja zainicjowała działalność Ligi Reformy Obyczajów; „we wszystkich krajach tworzą się zrzeszenia ludzi, które biorą sobie za zadanie usunięcie rozdźwięku między obyczajami a martwą literą ustaw, między rzeczywistością a nawykami myślowymi, między wymogami życia a zestarzałymi formami”8.

Życie współczesne było dla Boya areną nieustannych starć między „wczoraj” i „dziś”, tradycją a postępem, pozorem a autentycznością. Perspektywa ta tkwiła korzeniami w uniwersum wiedzy nowożytnej, gdzie „przeważały kulisy, podwójne dna, panoramy, złudzenia, udawane miny, skrywane uczucia, niejawne motywy zasłonięte ciała”9. Były to przeszkody, które utrudniały dostęp do rzeczywistości, fałszowały dynamikę życia zbiorowego oraz przesłaniały motywację osób i instytucji zainteresowanych utrzymaniem dotychczasowego porządku. Logika ta odcisnęła na wywodach Boya wyraźne piętno, przesądzając o perspektywie, z jakiej opisywał i wartościował życie współczesne. Nawiązywał przy tym chętnie do nastawionej na konflikt retoryki oświeceniowej, czerpiąc z jej arsenału szereg argumentów, które wymierzone były w jego adwersarzy. Chętnie mówił o nich jako o armii współczesnych Tartuffów, tkwiących w „szańcach ciemnoty” oraz wyznających zasady ze średniowiecza i czasów saskich. Wypowiadając wojnę „ukrytym w mroku” siłom tradycji deklarował: „są bakterie, które zabija się światłem”10.

W jego przekonaniu owo światło emanowało przede wszystkim z osiągnięć nowoczesnej nauki. Chętnie upatrywał w niej swojego sojusznika, niezachwianie wierząc w pakt między nowymi dziedzinami wiedzy a hasłami reformy społecznej. Pierwsze, jak na przykład seksuologia i eugenika, w przemożny sposób wpływały na drugie, podsuwając im argumenty z zakresu wiedzy medycznej, antropologii oraz biopolityki. I jakkolwiek charakter tych kampanii spotykał się często z zastrzeżeniami uczonych, przekonanych, że obiektywna nauka nie powinna być wplątywana w doraźne spory i konflikty11, to szeroka fala przemian obyczajowych zdawała się w znacznej mierze unieważniać te wątpliwości. Poczęła ona wzbierać już u progu dwudziestego stulecia, lecz jej apogeum przypadło na lata następujące po zakończeniu pierwszej wojny światowej, która – jak powszechnie wówczas uważano – była nie tylko cezurą historyczną lub polityczną, lecz również obyczajową. „Wojna, która siłą rzeczy jest najostrzejszą rewizją wszystkich konwenansów […] – pisał Boy – spowodowała głębokie zmiany, których już cofnąć się nie da”12. Do najważniejszych objawów owej transformacji zaliczał przede wszystkim „usamodzielnienie kobiet, demokratyzację społeczeństw, renesans ciała ludzkiego, postępy w opanowaniu ciąży oraz wpływ nauki, która coraz więcej wagi przyznaje sprawom seksualnym”13. Urastały one w jego oczach do rangi wiązki kumulatywnych zjawisk, za sprawą których miało dokonać się stopniowe przeobrażenie sfery obyczajowej. Dostrzegał w niej nieustanne tarcia pomiędzy reliktami przeszłości a zwiastunami przyszłości; pierwsze zalegały na drodze drugich, opóźniając tym samym stworzenie nowej, dostosowanej do zawrotnego tempa ówczesnych czasów „techniki życia”14. W obliczu piętrzących się przeszkód, które tamowały i rozpraszały strumień zmian społecznych, sformułował program reformy obyczajowej, mającej umożliwić kulturze polskiej bezpieczne zejście z „przełęczy dwóch epok”15.

Przedsięwzięcie to uznać można za jeden z wielu formułowanych u progu nowoczesności projektów „moralnej regulacji”16. Rodziły się one w sytuacji kryzysu dotychczasowych norm, w akompaniamencie diagnoz i przepowiedni mówiących o nieuchronnym wyczerpywaniu się potencjału obowiązującego dotychczas porządku symbolicznego. Były to zarówno przedsięwzięcia sprzęgnięte z instytucjami państwowymi i aparatem władzy, jak i inicjatywy oddolne, niepowiązane w żaden sposób z czynnikami oficjalnymi (jak na przykład Liga Reformy Obyczajów). Jednak, niezależnie od genezy, kształtowały się one w ramach procesów, w których moralne dyskursy i praktyki zakreślały zarówno obszar kontestacji, jak i i sferę postulowanych i pozytywnie naświetlanych przemian i wartości. Według typologii zaproponowanej przez Alana Hunta we wszystkich projektach „moralnej regulacji” można wyróżnić kilka kluczowych elementów: (1) moralizujący podmiot (moralised subject), (2) moralizowany przedmiot (moralised object), (3) nieformalną lub ekspercką wiedzę (knowledge), (4) oparty o nią dyskurs normatywny (discourse), (5) wiązkę praktyk (a set of practices) oraz – wreszcie – (6) szkodę do uniknięcia bądź przezwyciężenia (a harm to be avoid or overcome)17. W tym ujęciu moralne dyskursy kształtowały się w ramach połączenia i zestrojenia sześciu warunkujących się wzajemnie elementów.

Ujęcie kampanii Boya w ramy modelu „moralnej regulacji” pozwala na wyeksponowanie aspektów, które w publicystycznych pismach niejednokrotnie zagłuszane były przez ferwor polemicznych sporów i dyskusji. Choć krytyczne ostrze zwrócone było w przeszłość, to jej hasła wychylały się równocześnie w stronę przyszłości, usiłując wykształcić na gruncie kultury polskiej zalążki nowych form życia społecznego. Pierwszym operował przede wszystkim Boy-burzyciel, drugie głosił Boy-budowniczy, „pomniejszy utopista” snujący marzenia o lepszym jutrze. To właśnie on był – przywołując zaproponowaną przez Hunta terminologię – „moralizującym podmiotem”, pomysłodawcą i inicjatorem kampanii, w którą włączyła się grupa intelektualistów i pisarzy skupionych w „Lidze Reformy Obyczajów” oraz publikujących na łamach „Życia Świadomego”. Natomiast „moralizowanym przedmiotem” miało stać się w ich zamierzeniu całe społeczeństwo polskie, coraz trudniej znoszące dyktat „klerykalizmu, który pokumał się z nacjonalizmem”18.

Orężem w tej walce była wiedza ekspercka z zakresu nauk przyrodniczych, socjologii oraz filozofii. Wyposażony w ich kompas Boy chętnie wypuszczał się na szerokie wody spekulacji antropologicznych i kulturoznawczych, ze szczególną uwagą przypatrując się wydarzeniom i przemianom rozgrywającym się w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Były one w jego mniemaniu „jaskółkami nowego życia”19, czyli – mówiąc inaczej – zwiastunami głębokich przemian, które w niedługim czasie miały objąć swoim zasięgiem cały glob. Dlatego w trakcie kampanii obyczajowej często porzucał charakterystyczne dla wcześniejszej działalności pasje oraz inspiracje frankofilskie na rzecz haseł i wzorców płynących z kultury anglosaskiej. W jego pismach nieustannie przewijały się zwłaszcza nazwiska kilku głośnych w tym czasie w Europie i na świecie autorów: Bertranda Russella, Bena Lindsey’a oraz Normana Haire’a.

Na poglądy Boya najmocniej wpłynął pierwszy z nich. W Polsce lat trzydziestych zainteresowaniem cieszyły się zwłaszcza te spośród jego książek, które balansowały pomiędzy problematyką filozoficzną a programem reformy społecznej, antropologią a socjologią, wywodem naukowym a tonacją publicystyczną. Warto przy tym podkreślić, że początek kampanii Boya zbiegł się w czasie z falą przekładów pism Russella, które ukazały się nakładem wydawnictwa „Rój”; w 1931 opublikowane zostało Małżeństwo i moralność (Marriage and Morals, 1929), w 1932 – Przebudowa społeczna (Principles of Social Reconstruction, 1916), w 1933 – Wychowanie i ustrój społeczny (Education and the Social Order, 1932) oraz Podbój szczęścia (The Conquest of Hapiness, 1930). Ponadto przekłady fragmentów jego książek oraz artykułów ukazywały się często na łamach „Wiadomości Literackich”.

Boy dzielił z Russellem przekonanie, że „postęp medycyny i higieny sprowadzi w […] etyce seksualnej zmiany pożądane zarówno ze względu na dobro jednostki, jak i społeczeństwa”20. Dlatego nawiązywał do jego pism wszędzie tam, gdzie poruszał kwestię konfliktu pomiędzy moralnością tradycyjną a nowoczesną. Najchętniej powoływał się przy tym na wnioski płynące z Małżeństwa i moralności, gdzie Russell stawiał tezę, w myśl której współczesnym przemianom obyczajowym towarzyszyły wstrząsy analogiczne do tych, jakie niegdyś dochodziły do głosu w chwili przejścia od matriarchatu do patriarchatu. U progu dwudziestego stulecia ich główną przyczyną stały się głębokie przemiany w ramach etyki, a zwłaszcza zmierzch „moralności chrześcijańskiej”, która stopniowo odchodziła w przeszłość, pozostawiając na scenie życia społecznego wiele coraz bardziej archaicznych norm i reguł. W obliczu cofającej się fali tradycji oraz coraz mocniej przybierającej fali zmian, za najważniejsze zadanie uważał stworzenie nowych wzorców, twierdząc, że „płeć musi mieć swoją etykę, podobnie jak ma swoją etykę handel, sport, i każda inna dziedzina ludzkiej działalności, bowiem etyka oparta całkowicie na przedawnionych zakazach, wydanych dla ludzi mało inteligentnych, w społeczeństwie zupełnie do naszego podobnym, jest bezużyteczna”21.

W mikroskali konflikt ten wybrzmiewał najmocniej w sferze życia rodzinnego oraz małżeńskiego. Kiedy Boy pisał o ówczesnym „rozproszkowaniu rodziny”, naświetlał je z perspektywy podobnej do Russella, sytuującego ten proces w obrębie wiązki przemian obejmujących erozję dogmatów religijnych, emancypację kobiet, rozwój psychoanalizy, pedagogiki oraz nauk ścisłych. Angielski filozof najwięcej nadziei pokładał w tych ostatnich, twierdząc: „Bez wątpienia niemiłe jest przypuszczenie, że nauka będzie się wtrącać do naszych intymnych spraw, jednak wkroczenie nauki będzie o wiele mniej dotkliwe, niż wtrącanie się religii, które znosimy przez tyle wieków”. A zaraz później dodawał: „jeśli już ma istnieć tyrania, niech lepiej będzie nią tyrania naukowa”22. Jakkolwiek Boy unikał równie pryncypialnych sformułowań, to mimo wszystko niezachwianie wierzył, że nowy kodeks moralny powinni ułożyć zajmujący się tą dziedziną eksperci. Widać to dobrze w rozważaniach na temat „ofensywy przeciw zazdrości”, na której patronów mianował Moliera i Russella. O ile w komediach pierwszego widział „żrący kwas, który razem z zazdrością spalał małżeństwo”, o tyle drugiego skłonny był postrzegać jako moralistę, którego cechowała „na wskroś konstrukcyjna” postawa. Wydaje się, że to właśnie owa „konstrukcyjność”, mająca za zadanie „zestroić formę małżeństwa z nowymi warunkami”23, w znacznej mierze przesądziła o atencji, z jaką wypowiadał się o poglądach autora Małżeństwa i moralności. Obaj bowiem byli przekonani, że „droga do szczęścia rasy ludzkiej istnieje i trzeba tylko, aby ludzkość zechciała wstąpić na nią”24.

Wskazówki odnośnie kierunku, w jakim powinna prowadzić owa „droga do szczęścia”, odnajdywał Boy w poglądach Bena Lindseya, sędziego, który przez wiele lat zajmował się wykroczeniami nieletnich. Wieloletnie doświadczenie doprowadziło go do przekonania, że – jak pisał jeden z publicystów na łamach „Wiadomości Literackich” – „przestępstwa te są najczęściej bezpośrednim wynikiem obciążenia dziedzicznego, warunków materialnych i wadliwego wychowania”25. Splot tych okoliczności w najbardziej drastyczny sposób przejawiał się na gruncie erotycznego życia młodego pokolenia, rozdartego pomiędzy własnymi pragnieniami a presją przebrzmiałych norm społecznych. Napięcie to doprowadziło do nieformalnej rewolty generacyjnej, ochrzczonej przez Lindseya mianem „buntu młodzieży”. Był to jego w jego przekonaniu „zdrowy i twórczy protest przeciw obłudzie i rutynie, przeciwko formułkom i kanonom […] z innych epok”26.

Symptomy analogicznego buntu Boy dostrzegał na gruncie polskim. „Młodzież dzisiejsza – pisał – pozwala starszym gadać, zrzędzić i łudzić się, sama zaś robi, jak uważa, i przeprowadza reformę życia, często bezładnie, czasem dziko, ale zdecydowanie”27. Dlatego z dużym entuzjazmem wypowiadał się na temat zaproponowanej przez Lindseya formuły „małżeństwa koleżeńskiego” (companionate marriage), czyli bezdzietnego związku, którego unieważnienie nie napotykałoby żadnych przeszkód prawnych28. Było ono jednym z głównych haseł głoszonych przez „kodyfikatorów nowej moralności”29, którzy w swoich wywodach nie stronili od retoryki utopijnej.

„Dookoła nas leży świat, podobny do niewyplewionego ogrodu rajskiego i czeka na twórczą dłoń geniuszów”30, pisał Lindsey w Małżeństwach koleżeńskich. Wzywając do rekultywacji i uporządkowania owego ogrodu, powoływał się na osiągnięcia Luthera Burbanka, amerykańskiego biologa, który dzięki eksperymentom genetycznym i odpowiedniej selekcji roślin zdołał „przez kilka pokoleń wyhodować okazy, jakie natura wydałaby może dopiero po kilku tysiącach lat”31. Podkreślał, że analogiczne metody zastosowane w odniesieniu do ówczesnej populacji mogłyby równie szybko doprowadzić do stworzenia „nowego typu człowieka”. Dlatego ze sporym entuzjazmem witał pomysły eugeników, sugerując, że jako jedni z pierwszych pojęli, że „wiedza nie tylko wyzwoli człowieka, ale też otworzy przed nim nieograniczone możliwości”32. Splot wiary w naukę i nowoczesnej z ducha afirmacji porządku doprowadził go na grunt spekulacji biopolitycznych, których intensywność była równie silna, jak przekonanie Lindseya, że ludzkość jest w przełomowym momencie swoich dziejów, bowiem znalazła się u progu „otwartych wrót raju”33. I choć zarzekał się, że jego pomysłów nie należy rozpatrywać w kategoriach utopii, to właśnie jej zarysy tliły się na dnie wizji przyszłego ładu.

Podobne przekonania dochodziły do głosu w wypowiedziach Normana Haire’a, brytyjskiego seksuologa oraz działacza Ligi Reformy Seksualnej. Boy ze sporym entuzjazmem referował jego poglądy, skupiając się zwłaszcza na tych, które zostały wygłoszone w książce Hymen or the Future of Marriage (1927) wydanej w serii To-day and To-mmorow. Ambicją pomysłodawców tego cyklu było zarysowanie wiązki prognoz odnośnie kierunku i rytmu ewolucji kultury zachodniej w najbliższych dekadach. Pod piórem zaproszonych do udziału w tym przedsięwzięciu naukowców, artystów i filozofów owe spekulacje nabierały różnego odcienia, balansując pomiędzy pesymistycznymi prognozami a pełną optymizmu wiarą w lepsze jutro. Były one swoistym lustrem odbijającym samoświadomości epoki przekonanej o swej wyjątkowości, a jednocześnie nie do końca pewnej swojego potencjału duchowego i intelektualnego.

W chórze tych przewidywań praca Haire’a zajmowała miejsce szczególne. Emanowało z niej analogiczne do koncepcji Russella i Lindseya przekonanie, że reforma obyczajów stanowi antidotum na sporą część bolączek życia współczesnego. Urastała ona w jego oczach do rangi jednego z kluczowych mechanizmów warunkujących dynamikę ewolucji społecznej; przekonywał, że z „postępem cywilizacyjnym i wzrostem wiedzy zbiorowości zawsze usiłowały dostosowywać zwyczaje seksualne do własnych potrzeb, ale zawsze spotykały się z oporem tradycji, która zazwyczaj posługiwała się językiem religii”34. Tymczasem u progu nowoczesności pierwsza stawała się coraz trudniejszym do zniesienia balastem, natomiast druga – przeszkodą utrudniającą marsz ku przyszłości. Dlatego w swoich – jak sam je określał – „proroctwach” nieustannie operował retoryką chaosu i porządku, dysharmonii i harmonii, która pod wieloma względami była analogiczna do tej, jaka przewijała się w wywodach Lindsaya. „Podobnie jak pianino potrzebuje strojenia, stwierdzał, tak nasza moralność seksualna potrzebuje ponownej regulacji, jeśli życie zbiorowe ma stać się tak harmonijne jak to tylko możliwe”35.

Postulat zestrojenia norm moralnych z realiami życia współczesnego stał się rdzeniem, wokół którego Boy osnuł swój dyskurs normatywny. Jego ramy wytyczone zostały w znacznym stopniu przez poglądy Russella, Lindseya i Haire’a, którzy w publicystycznych wypowiedziach pisarza urastali do rangi „ojców założycieli” nowej, zwróconej w przyszłość moralności. Czerpał z ich pism nie tylko inspirację dla swojej kampanii, ale również niezachwianą wiarę w celowość i nieuchronność postępu, jaki miał się dokonać we wszystkich dziedzinach życia. Dochodziło ono w do głosu w opublikowanym na łamach „Życia Świadomego” artykule Likwidacja grzechów głównych, w którym przekonywał, że każdy z owych grzechów głównych powoli, ale konsekwentnie wyparowuje z życia ludzkiego wraz z kolejnymi zdobyczami cywilizacji.

Optymizm ten szedł u Boya w parze z nieustannym piętnowaniem przebrzmiałych reguł i zasad. Dlatego w swoich felietonach szczególnie chętnie pisał o poradnikach, jakie wychodziły spod piór konserwatywnych autorów związanych ze środowiskiem kościelnym. Krytykował okrucieństwo propagowanych w nich metod pedagogicznych, a zwłaszcza kar cielesnych (Praktyczne wskazówki o wychowaniu dzieci (1928) Ireneusza Kmiecika oraz Karanie wychowawcze jako oddziaływanie na duszę w okresie chłopięcym (1933) Jana Sobolewa). W podobnym, choć o wiele bardziej szyderczym tonie wypowiadał się na temat Książki zakazanej (1934) Jana Kuchty, który sporządził wykaz lektur „wywierających groźny wpływ na życie młodzieży”36.

Zainteresowanie Boya takimi publikacjami wydaje się symptomatyczne. Poświęcał im wiele uwagi, ponieważ w jego mniemaniu skupiały wiele uprzedzeń i przesądów, które miały wyjątkowo szkodliwy wpływ na mentalność Polaków. Jako baczny obserwator życia obyczajowego sporo uwagi poświęcał również fenomenom zrodzonym z atmosfery burzliwego życia epoki, z zainteresowaniem śledząc rubryki prasowe, anonse towarzyskie oraz drobne ogłoszenia. W tych pozornie marginalnych i ulotnych zjawiskach był skłonny upatrywać pierwszych objawów obyczajowego fermentu, jaki stopniowo poczynał obejmować całą sferę ówczesnej kultury.

Z tego samego powodu uważnie przyglądał się kodeksom honorowym oraz savoir-vivre’om. Traktował je jako wyraźne dowody na istnienie „pajęczej przędzy fikcji konwenansów”37 wywierających przemożny wpływ na zachowanie jednostki. A jednocześnie widział w nich dokumenty samoświadomości epoki, która w obliczu dynamicznych zmian usiłuje z nie zawsze pomyślnym skutkiem uchwycić i opisać zasady regulujące relacje międzyludzkie. W ten sposób rozpatrywał na przykład wydaną w 1928 roku książkę Mieczysława Rościszewskiego Zwyczaje towarzyskie. Podręcznik praktyczny dla pań i panów. Ambicją jej autora było skodyfikowanie tychże zasad w realiach powojennych, które mocno wstrząsnęły stabilnymi dotychczas hierarchiami; „W zmartwychwstałej Polsce – pisał – ojcowie oddali się spekulacji i gorączkowym praktykom dorobku, pohardziała służba, podorabiali się co śmielsi i co szczęśliwsi, inteligencja stała się nieomal synonimem proletariatu, gmin zatriumfował, przekupka wyszła na panią, najmniej zasłużeni wypłynęli na wierzch, a walki różnorodnych prądów toczą się po dziś dzień”38. Zdaniem Boya pobrzmiewająca w tym sformułowaniu tęsknota za przeszłością przesądziła o tym, że podjęta przez Rościszewskiego próba opisania nowych norm obyczajowych zakończyła się niepowodzeniem. Było to przy tym fiasko charakterystyczne dla tej części współczesnych, którzy nie uświadamiali sobie głębokiego pęknięcia, jakie u progu niepodległości dokonało się w świadomości Polaków.

Zdaniem Boya jeszcze wolniej za tymi przemianami podążało państwo. Podkreślał to nieustannie, kiedy opisywał rolę oficjalnych instytucji w regulowaniu domagających się rozwiązania spraw, poczynając od kwestii religijnych, poprzez sprawy pedagogiczne, aż po reformę kodeksu cywilnego i karnego (prostytucja, homoseksualizm, kara śmierci). Szczególnie znamienne były zwłaszcza jego wypowiedzi na temat prowadzonych w tym czasie prac Komisji Kodyfikacyjnej. Bacznie śledził kolejne etapy jej obrad, nieustannie podkreślając, że od jej końcowych rezultatów w znacznej mierze zależeć będzie kształt przyszłego społeczeństwa: „jesteśmy w fazie tworzenia podstaw naszej przyszłości, układania kodeksów i paragrafów”, pisał, a zaraz potem dodawał: „mniej skrępowani przeszłością tym bardziej powinniśmy […] wytężyć słuch na wołanie życia”39. Tymczasem w jego przeświadczeniu prawnicy pozostawali głusi na owe wołania, co sprawiało, że „coraz więcej jest doniosłych spraw z zakresu obyczajów […], w których ingerencja ustaw szkodzi zamiast pomagać”40. Dlatego nawoływał do uchwalenia przepisów, które umożliwiłyby wyprowadzenie zdezorientowanego społeczeństwa z niedostosowanych do współczesności „zaułków paragrafów”. Przyglądając się analogicznym reformom w innych państwach podkreślał, że to, co w Polsce stanowi przedmiot dyskusji, tam sprawdza się znakomicie. Zachęcony takim biegiem wypadków prorokował nadchodzące „trzęsienie ziemi w pojęciach prawnych”41.

Zwiastunami owych wstrząsów była działalność organizacji pozarządowych. Ich twórcy, zniecierpliwieni powolnością i niezdecydowaniem instytucji oficjalnych, stawiali sobie za cel przyspieszenie nieuchronnych zmian oraz dostosowanie obowiązujących przepisów do potrzeb zbiorowości. Boy z entuzjazmem witał ich pomysły, podkreślając przy tym, że są wdrażane w życie w zupełnie inny sposób, niż miało to miejsce w przypadku dawniejszych ugrupowań charytatywnych. „Nowożytny kierunek tego silnego i coraz silniejszego ruchu – pisał – nie zatracając zupełnie swoich humanitarnych dążności, przybrał charakter na wskroś praktyczny”. Współczucie szło w parze z ekonomicznymi kalkulacjami, przeciwdziałanie – z edukacją, zaś doraźna pomoc – z postulatami zmian systemowych. W rezultacie kwestia dobroczynności skierowana została w łożysko dobra publicznego, nabierając na tym gruncie nie tylko większego rozmachu, ale i bardziej kompleksowego charakteru. Boy nie cofał się przy tym przed podejmowaniem kwestii, które mogły budzić zastrzeżenia polskiej opinii publicznej. Pisząc o pomyśle przyznawania przez francuskie i niemieckie Biura Porad premii finansowych dla młodych matek pielęgnujących w należyty sposób swoje dzieci, uchylał zarzuty nieprzekonanych do tej idei następującym stwierdzeniem: „Istnieją przecież zachęty i nagrody dla popierania rozwoju rolnictwa, ogrodnictwa, hodowli; cóż naturalniejszego, jak zwrot do tego samego wypróbowanego sposobu dla poprawienia hodowli dziecka”42.

Największe nadzieje pokładał Boy w poczynaniach Światowej Ligi Reformy Seksualnej. W założeniu inicjatorów miała ona skupiać i koordynować działalność rozsianych po całym świecie ugrupowań, które stawiały sobie za cel reformę życia obyczajowego. Preludium jej działalności była kilkudniowa berlińska konferencja (1921), w trakcie której uczeni z całego świata wygłosili szereg odczytów z zakresu seksuologii, endokrynologii, prawa oraz „polityki populacyjnej”. Wokół analogicznych tematów osnuta została problematyka zorganizowanej w 1928 roku w Kopenhadze „Drugiej Międzynarodowej Konferencji na Rzecz Reformy Seksualnej”, podczas której doszło do zawiązania Światowej Ligii Reformy Seksualnej43. Jej kolejny zjazd odbył się w następnym roku w Londynie, zaś pośród referentów znaleźli się nie tylko naukowcy, lecz również intelektualiści i pisarze (Russell, George Bernard Shaw). Rok później członkowie Ligi spotkali się w Wiedniu, zaś miejscem kolejnego kongresu miała być Moskwa (1932). Jednak ze względu na coraz bardziej zaostrzającą się politykę represji, jaka zapoczątkowana została wraz z początkami stalinizmu, na miejsce spotkania wyznaczono Brno.

Śledząc z zainteresowaniem poczynania Ligi, Boy zwracał uwagę na jej międzynarodowy charakter oraz na fakt, że jej postulaty poczynają dobijać się coraz szerszym echem na całym świecie. Wyrażał przy tym żal, że na jej kongresach brakowało delegatów z Polski, co tłumaczył tym, że „pojęcia, o które gdzie indziej toczą się walki od dziesiątków lat, u nas ledwo zaczynają świtać. Tym można sobie poniekąd tłumaczyć brak udziału Polski w tej Światowej Lidze i brak analogicznej organizacji u nas, mimo że skądinąd sytuacja nasza […] zdawałaby się jej sprzyjać”44. Do owych „sprzyjających” czynników zaliczał przede wszystkim sytuację kraju, który był w trakcie głębokiej reformy obyczajowej, polegającej na stopniowym odrzucaniu reliktów przeszłości i zastępowaniu ich nowymi zasadami. Konsekwencją takich założeń był jego udział w kongresie w Brnie (1932), gdzie wystąpił wraz z Henrykiem Rubinrautem, wygłaszając referat na temat „regulacji urodzeń”45. Ten ostatni podsumowywał przebieg dyskusji na ten temat w następujący sposób: „Wiadomości z całego świata utwierdziły obecnych w przekonaniu, że ruch regulacji urodzeń rozwija się w całym świecie jednocześnie, że wszędzie prawie napotyka na te same trudności, ale że z każdym rokiem zrozumienie dla dobroczynnych skutków regulacji urodzeń wzrasta”46. Jednak te optymistyczne przewidywania zostały w znacznej mierze zrewidowane przez wydarzenia kolejnych lat; ze względu na eskalację niepokojów w Europie oraz na panujący w Stanach Zjednoczonych kryzys ekonomiczny sprawy reformy obyczajowej poczynały coraz szybciej schodzić na dalszy plan. Jak się wkrótce miało okazać, zjazd w Brnie był ostatnim akordem działalności Ligi, której hasła coraz bardziej zagłuszane były przez zgiełk ówczesnych konfliktów. Jej twórcy – podobnie jak wielu innych „pomniejszych utopistów” – ponieśli klęskę w konfrontacji z realiami społecznymi i politycznymi, lecz mimo to ich hasła w znaczącym stopniu wpłynęły na praktykę obyczajową w krajach Zachodu.

Zmierzch ich działalności zbiegł się w czasie z powstaniem Ligi Reformy Obyczajów, która w zamierzeniu Boya miała być polską agendą Światowej Ligi Reformy Seksualnej47. Poświadcza to zbliżony program obu organizacji. W 1929 roku członkowie tej drugiej w trakcie kongresu w Londynie uchwalili pięć rezolucji, wzywających do przestrzegania równości między mężczyznami i kobietami, umożliwienia rozwodów bez interwencji państwa, zlikwidowania cenzury, zalegalizowania aborcji oraz środków zapobiegania ciąży48. Podobne założenia wygłoszone zostały w opublikowanej w 1933 roku na łamach „Wiadomości Literackich” deklaracji inicjującej działalność Ligi Reformy Obyczajów, w której skład – obok Boya – weszli między innymi Helena Boguszewska, Irena Krzywicka, Wanda Melcer, Henryk Rubinraut i Wincenty Rzymowski. Wśród zadań, jakie stawiali przed sobą, wymieniali między innymi: „reformę wychowania, prawdziwe równouprawnienie kobiety, dążenie do cywilnego ustawodawstwa małżeńskiego, prawo do macierzyństwa dla każdej kobiety, ochronę przed niechcianym macierzyństwem, uświadomienie seksualne i reformę kary śmierci”49. Wszystkie te hasła usiłowali przekuć na praktykę społeczną, propagując pożądane reformy i wzorce na łamach publicystyki oraz w sferze praktyki społecznej. Swoistą kroniką ich działalności stało się „Życie Świadome” (dodatek do „Wiadomości Literackich”), które w ciągu kilku lat istnienia (1932–1934) regularnie informowało czytelników o ostatnich osiągnięciach prowadzonej przez Ligę kampanii. Choć jej zdobycze nie były współmierne do wygłoszonych w założycielskiej deklaracji założeń, to unosił się nad nią ten sam duch, który patronował działalności „pomniejszych utopistów”.

Program Ligi został wygłoszony w bliskim ówczesnym utopistom języku uniwersalistycznym50. To właśnie na tym gruncie kiełkowało przekonanie, że starania lokalnych organizacji są zaledwie niewielkimi odpryskami globalnego konfliktu, jaki toczył się między obrońcami tradycji a rzecznikami nowoczesności. „Liga ta – stwierdzali w deklaracji założycielskiej– będzie pozostawała w związku z pokrewnymi organizacjami w innych krajach, jedynie bowiem na gruncie współpracy międzynarodowej można myśleć o rozwiązaniu zagadnień dręczących dzisiejszą ludzkość”51. Jakkolwiek w dobrej wierze, to jednak nazbyt pospiesznie stawiali znak równości pomiędzy postępem a reformą obyczajową, wychodząc przy tym z przekonania, że cena, jaką przyjdzie zapłacić za wdrożenie w życie głoszonych postulatów, będzie niewspółmiernie niska w stosunku do przyszłych zdobyczy52.

Aleksander Wójtowicz
Pierwodruk artykułu: kwartalnik „LiteRacje” 2013, nr 3.

 

Dr hab. Aleksander Wójtowicz – adiunkt w Zakładzie Literatury XX i XXI wieku Instytutu Filologii Polskiej UMCS w Lublinie. Autor książek Cogito i „sejsmograf podświadomości”. Proza Pierwszej Awangardy (Lublin 2010), Nowa Sztuka. Początki (i końce) (Kraków 2016). Autor, współautor i redaktor publikacji w wydawnictwach zwartych i czasopismach.

 

1 T. Boy-Żeleński, Od autora, [w:] Pisma, t. XV, Dziewice konsystorskie; Piekło kobiet; Jak skończyć z piekłem kobiet; Nasi okupanci, red. H. Markiewicz, Warszawa 1958, s. 35–36.

2 Tenże, Liga Reformy Obyczajów, „Wiadomości Literackie” 1933, nr 16.

3 I. Krzywicka, Nieznany pisarz, „Wiadomości Literackie” 1930, nr 11.

4 Por. J. Braun, Atakujemy Boya, „Zet” 1932, nr 16; J.E. Skiwski, Życie ułatwione, „Wiadomości Literackie” 1931, nr 47 oraz Życie ułatwione – po tamtej stronie, „Wiadomości Literackie” 1932, nr 10; Prawda o Boyu-Żeleńskim, red. C. Lechicki, Warszawa 1933. Na ostatnią z wymienionych pozycji złożyły się przedrukowane z ówczesnej prasy artykuły krytyczne pióra Jalu Kurka, Antoniego Langego, Adolfa Nowaczyńskiego, Karola Irzykowskiego oraz wielu innych.

5 Por. A. Grossmann, Reforming Sex: The German Movement for Birth Control and Abortion Reform, 1920–1950, „Oxford University Press”, New York 1995, s. 2 oraz Ch. Simmons, Making Marriage Modern. Women’s Sexuality from the Progressive Era to World War II, „Oxford University Press”, New York 2009, s. 16 i nast.

6 J. Winter, Dreams of Peace and Freedom. Utopian Moments in the 20th Century, „Yale University Press”, New Heaven and London 2006, s. 1.

7 Tamże, s. 2.

8 T. Boy-Żeleński, Liga Reformy Obyczajów, dz. cyt.

9 P. Sloterdijk, Krytyka cynicznego rozumu, przeł. P. Dehnel, Wrocław 2008, s. 355.

10 T. Boy-Żeleński, Czyny nierządne i niektóre inne, [w:] Pisma, t. XV, dz. cyt., s. 362.

11 Por. N. Matte, International Sexual Reform and Sexology in Europe, 1897–1933, „Canadian Bulletin of Medical History” 2005, vol. 2, s. 254 i nast.

12 T. Boy-Żeleński, Walka o reformę seksualną, [w:] Pisma, t. XVII, Felietony II. Z tomów: Marzenie i pysk; Słowa cienkie i grube; Zmysły… zmysły…, red. H. Markiewicz, Warszawa 1958, s. 225–226.

13 Tamże., s. 226.

14 Por. T. Boy-Żeleński, Technika życia, [w:] Pisma, t. XVI, Felietony I. Z tomów: Brewerie; W Sorbonie i gdzie indziej; Plotki, plotki…, Pijane dziecko we mgle, red. H. Markiewicz, Warszawa 1958, s. 273–278. W felietonie tym Boy pisał: […] Żal patrzeć na ludzi, gdy się kręcą w kołowrocie, który ich miażdży, gdy męczą się i giną nieraz przez bałwochwalstwo jakiejś zabłąkanej fikcji… Przypominać o względności pojęć, o płynności wierzeń i obyczajów było zawsze prawem filozofów. I nie ma może zbawienniejszego lekarstwa dla ludzi. Niech żyją tak czy inaczej, ale w każdej dobie niech dążą do tego, aby sobie tworzyć pojęcia na swoją miarę, dla swoich potrzeb, rewidować je nieustannie, uprzątać rupiecie fałszów i przeżytków. […] Stworzyć sobie własną „technikę życia” – oto jedno z najbardziej palących zadań naszej przełomowej epoki (s. 278). Hasło „technika życia” było krytykowane przez wielu publicystów, miedzy innymi przez J.E. Skiwskiego (zob. przypis 4).

15 Tenże, Likwidacja grzechów głównych, [w:] Pisma, t. XVIII, Felietony III. Z tomów: Śmiech, uśmiech i zgroza; Wakacje z przydumką; Nieco mitologii, red. H. Markiewicz, Warszawa 1959, s. 109.

16 Por. A. Hunt, Governing Morals. A Social History of Moral Regulation, „Cambridge University Press”, Cambridge 1999.

17 Tamże, s. 7.

18 T. Boy-Żeleński, Dziewice konsystorskie, [w:] Pisma, t. XVI, dz. cyt., s. 76.

19 Tenże, Od autora, [w:] Pisma, t. XXIV, Okno na życie. Wrażenia teatralne, red. H. Markiewicz, Warszawa 1966, s. 7.

20 B. Russell, Małżeństwo i moralność, przeł. H. Bołoz-Antoniewiczowa, Warszawa 1931, s. 12.

21 Tamże, s. 240.

22 Tamże, s. 212.

23 T. Boy-Żeleński, Od Moliera do Rusella, [w:] Pisma, t. XVIII, dz. cyt., s. 66.

24 B. Russell, Podbój szczęścia, przeł. A. Pański, Warszawa 1933, s. 289.

25 Książka sędziego Lindseya „Bunt młodzieży” po polsku, „Wiadomości Literackie” 1930, nr 36 [artykuł niepodpisany].

26 T. Boy-Żeleński, Bunt młodzieży, [w:] Pisma, t. XVII, dz. cyt., s. 229.

27 Tamże.

28 Z propozycjami Lindsaya intensywnie polemizowali ówcześni publicyści konserwatywni, zwłaszcza ci, którzy związani byli z Kościołem katolickim. Reprezentatywnym przykładem ich stanowiska była książka Broń się prawdo!, której autorka, Helena Niewiadomska, twierdziła, że Bunt młodzieży zawiera obraz zupełnego chaosu i bezładu duchowego i intelektualnego. Przekonana, że rzeczywistym wymiarem tego konfliktu jest płaszczyzna metafizyczna (walka dobra ze złem), formułowała pod adresem admiratorów Lindseya (a więc także i Boya) następujące zarzuty: Fascynacja polskich publicystów Russellem i Lindseyem jest symptomem poważnej choroby duchowej, zupełną niezdolnością odróżniania zła i dobra, kalectwem duchowym, […] gangreną wewnętrzną, wyrażającą się w całkowitym zwycięstwie złej woli nad dobrą w stosunku do zasadniczych praw życia. H. Niewiadomska, Broń się prawdo! O „Buncie młodzieży” Lindseya, Kielce 1933, s. 148.

29 Por. T. Boy-Żeleński, Ofensywa przeciw zazdrości, [w:] Pisma, t. XVII, dz. cyt., s. 272.

30 B. Lindsey, Małżeństwa koleżeńskie, przeł. H. Potulicka, Warszawa 1949, s. 392.

31 Tamże., s. 391.

32 Tamże.

33 Tamże., s. 390.

34 N. Haire, Hymen or the Future of Marriage, „Paul, Trench, Trubner & Co.”, London 1927, s. 13.

35 Tamże., s. 10.

36 J. Kuchta, Książka zakazana jako przedmiot zainteresowań młodzieży w okresie dojrzewania, Warszawa 1934, s. 14.

37 T. Boy-Żeleński, Współczesny „Dworzanin”, [w:] Pisma, t. XVI, dz. cyt., s. 320.

38 M. Rościszewski, Zwyczaje towarzyskie. Podręcznik praktyczny dla pań i panów, Lwów 1928, s. V.

39 T. Boy-Żeleński, Walka o reformę seksualną, dz. cyt., s. 225.

40 Tenże, Stwórzcie polskie gejsze!, [w:] Pisma, t. XVIII, dz. cyt., s. 55.

41 Tenże, Lwy ugłaskane, [w:] Pisma, t. XV, dz. cyt., s. 152.

42 Tenże, Premie dla matek, [w:] Pisma, t. XVI, dz. cyt., s. 361.

43 Por. N. Matte, dz. cyt., s. 263–264.

44 T. Boy-Żeleński, Walka o reformę seksualną, dz. cyt., s. 225.

45 Zob. J. Hynie, Historie sexuologického výzkumu v Československu, „Česká a Slovenská psychiatrie” 2012, nr 3, s. 161.

46 „Drhr” (Henryk Rubinraut), Kongres Ligi Reformy Seksualnej, „Życie Świadome” 1932, nr 46.

47 T. Boy-Żeleński, Piekło kobiet wciąż otwarte, [w:] Pisma, t. XV, dz. cyt., s. 191.

48 N. Matte, dz. cyt., s. 264.

49 T. Boy-Żeleński, Liga Reformy Obyczajów, dz. cyt.

50 Zob. J. Winter, dz. cyt., s. 206.

51 T. Boy-Żeleński, Liga Reformy Obyczajów, dz. cyt.

52 Dotyczy to zwłaszcza wypowiedzi Boya na temat „polityki populacyjnej” oraz praktyk eugenicznych. Por. na ten temat mój artykuł „Świadoma myśl ludzka” i „ślepy żywioł płodności”. Publicystyka Tadeusza Boya-Żeleńskiego w kontekście nowoczesnej „polityki populacyjnej”, „Pamiętnik Literacki” 2012, z. 4, s. 57–68.