»   VARIA   »   Zielony Balonik
Obraza majesrys 1 tatu

Zielony Balonik

Pamiątki Zielonego Balonika z kolekcji Zdzisława Dąbrowskiego

Zielony Balonik
(fragm. książki)

Zielony Balonik powstał jesienią 1905 roku. Na znak solidarności z walczącą Kongresówką w Krakowie zrezygnowano z hucznych zabaw, ale to właśnie tutaj pojawił się zalążek zbiorowej wesołości. Formuła wzorowana na kabarecie paryskim przyjęła się znakomicie i połączyła najoryginalniejsze figury. „Wszystko znalazło się tam razem jak w arce Noego, płynącej po mętnych wodach krakowskiej melancholii” – napisał po latach Boy. Pomysł narodził się przy okrągłym stoliku w Cukierni Lwowskiej Jana Apolinarego Michalika, gdzie przesiadywali malarze i literaci. Ściany lokalu ozdobiły karykatury i rysunki bywalców kawiarni, także Wojtkiewicz zawiesił u Michalika kilkanaście rysunków. Blisko stąd było do Akademii Sztuk Pięknych, do redakcji „Czasu” i do Kasy Oszczędności Miasta Krakowa, gdzie nudził się Edward Żeleński. Pomysł dojrzewał w głowie najmłodszego Żeleńskiego i kilku bywalców od dłuższego czasu. Trzeba było jednak, żeby w Krakowie pojawił się Jan August Kisielewski, aby myśl stała się czynem. Szybko uformował się skład kabaretu: do Kisielewskiego, Żeleńskiego i Stanisława Kuczborskiego dołączyli: Witold Noskowski, Karol Frycz, Teofil Trzciński, Stanisław (Stasinek) Sierosławski, Kazimierz Sichulski, Edward Leszczyński, Witold Wojtkiewicz i wielu, wielu innych. Dzięki Kisielewskiemu Zielony Balonik od początku miał swój niepisany regulamin. Spotkania odbywały się w soboty, po premierze w Teatrze Miejskim, wstęp był wolny, ale tylko dla zaproszonych gości. Specjalne zaproszenia z niepowtarzalnymi karykaturami, rysowanymi na każdy wieczór, były drukowane bezpłatnie w zakładzie litograficznym Zenona Pruszyńskiego, piosenki przepisywano na maszynie w redakcji „Czasu”. Zielony Balonik cechowała pewnego rodzaju elitarność, o tyle korzystna, że zamknięty charakter spotkań pozwalał na wyślizgnięcie się cenzurze prewencyjnej ze strony c.k. policji. Ponadto twórcy kabaretu chcieli mieć pewność, że w małej salce zdolnej pomieścić niewiele ponad sto osób znajdzie się tylko „kawalarska masoneria”.

Pierwszy wieczór Zielonego Balonika odbył się 7 października. Tadeusz Żeleński uzupełniał krakowskie studia w klinice uniwersyteckiej we Wrocławiu. Stamtąd przysłał balladę zainspirowaną felietonem Lucjana Rydla, domagającego się kanonizacji królowej Jadwigi. Z listów Zosi wiedział, że pierwszy wieczór spodobał się, mimo że był pełną improwizacją. W salonie Pareńskich na gorąco komentowano niebywałe powodzenie Zielonego Balonika. Rodziły się nowe koncepty i kolejne pomysły. Zbliżały się święta Bożego Narodzenia, krakowskie szopki podsunęły artystom myśl zorganizowania własnej szopki. Do rzeźbienia figurek zabrali się Jan Szczepkowski i Karol Roman Brudzewski, do szycia ubranek i zdobienia zgłosiły się: Eliza Pareńska z Lizką, Zosia, Leokadia Noskowska i Marta Bucholzowa.

W lutym 1906 roku szopka krakowska Zielonego Balonika była gotowa. W Jamie Michalikowej, ciemnej i zadymionej, ścisk był nieprawdopodobny. Co szczęśliwsi siedzieli na krzesłach, reszta stała w drzwiach i pod ścianą. To była pierwsza i ostatnia szopka, kiedy Tadeusz siedział z Zosią przy kawiarnianym stoliku jako widz. Bodenhain – parodia dramatu Lucjana Rydla (znowu!) pod tym samym tytułem zapewniła mu miejsce w składzie Zielonego Balonika. „Co to było za rozkoszne pisanie! – wspominał – Sporo piosenek dostarczyłem sam, ale najczęściej schodziliśmy się razem z Nosem w zacisznym gabinecie restauracyjnym, koniecznie z pianinem, i tam pracowaliśmy wspólnie”. Oprócz Tadeusza Żeleńskiego i Witolda Noskowskiego, który był też akompaniatorem, teksty do Zielonego Balonika pisali między innymi: Tadeusz Zakrzewski, Adolf Nowaczyński i Edward Leszczyński. Występowali Teofil Trzciński i młody Leon Schiller. Komentarz ilustracyjny w postaci rysunków i karykatur dostarczali głównie: Karol Frycz, Kazimierz Sichulski, Witold Wojtkiewicz, Stanisław Szreniawa-Rzecki.

W tym kabarecie doskonale bawiła się również Zosia. Razem z Lizką pomagały Henrykowi Kunzekowi robić z drutu i wosku figurki przedstawiające szkielety żyjących kolegów malarzy. Każda figurka szkielecik miała zawieszony na szyi wieniec z szarfami i napisem „Zasłużonemu artyście”. Szklana gablota ze szkieletami i podpisem „Muzeum Narodowe. Oddział malarstwa polskiego” została wystawiona podczas wieczoru Zielonego Balonika, na który zaproszono dyrektora muzeum Feliksa Koperę. Na scence Boy mówił o malarzach, którzy zmarli z głodu, bo muzeum nie kupiło ich obrazów. Nie zostało z nich nic prócz kości (w tym momencie rzucał w publiczność kość zwierzęcego kręgosłupa). Na wniosek dyrektora Kopery – opowiadał dalej – Rada Miejska uchwaliła, aby wystawić ich szkielety, bo obrazów zabrakło. „Pokazać Koperę!” – skandowano na sali wśród wybuchów śmiechu.

Zastanawiające, że wśród licznych wspomnień uczestników i twórców kabaretu zabrakło informacji o Stanisławie Wyspiańskim i jego stosunku do Zielonego Balonika. A przecież „najmilszym mu był dowcip, z którego coś, a zwłaszcza ktoś wychodził ośmieszony”. Kazimierz Sichulski, uczeń Wyspiańskiego, umieścił go na wymalowanym w Jamie Michalikowej Sądzie Ostatecznym, nawiązującym do fresku w kaplicy Sykstyńskiej. Zenon Pruszyński wspominał: „Obraz ten pierwotnie był powodem, że po trzech dniach po zawieszeniu interweniowała c.k. policja austriacka, kazała go zdjąć, a osoby na nim wyobrażone nago – ubrać”. Na kategoryczne żądanie Jana Apolinarego Michalika Sichulski domalował im kąpielówki.

Działalnością Zielonego Balonika żyła niemal cała rodzina: panie szyły ubranka, Tadeusz pisał, Edward grał na pianinie, sekretarzował i archiwizował, a Stanisław Gabriel – najstarszy z braci Żeleńskich – wykonał witraże do nowej, większej sali Cukierni Lwowskiej. Mały synek Zosi i Tadeusza bawił się laleczkami, które ubierała matka. „Jedną z kukiełek (przedstawiającą Stanisława Badeniego) tak polubiłem, że nie chciałem usnąć, dopóki nie przyniesiono mi jej do łóżeczka, abym mógł ucałować ją na dobranoc” – wspominał.

W karnawale organizowano bale kostiumowe Zielonego Balonika, na które wstęp bez przebrania był zabroniony. Na jedną z takich zabaw Żeleński przebrał się za Frania. Tego samego, co to „Lubił widzieć u siostrzyczki/Kiedy zdejmuje spódniczki./Zaraz robił się niebieski/I w oczach miał rzewne łezki./Aż mówiła dobra niania: «Żeby szlag nie trafił Frania»”. W jednym z wywiadów syn Boya wspominał: „Postanowiłem w jakiś sposób przyczynić się do upiększenia jego kostiumu (miałem wtedy kilka lat). Ulepiłem z gazet i kolorowego papieru czapkę z pióropuszem i wręczyłem mu ją. Byłem niesłychanie dumny, gdy ojciec, oceniwszy, że czapka jest piękna, wyszedł w niej z domu na zabawę”.

W Redutach Zielonego Balonika brały udział Zofia i Lizka. Na fotografii zbiorowej z balu u Michalika Tadeuszowa Żeleńska pozuje w wysokim wianku na głowie i z nieodłącznym papierosem w dłoni (już wtedy paliła jednego za drugim). Wysoko na szczycie grupy znalazła się Lizka. W połowie 1907 roku, w szczytowym momencie działalności Zielonego Balonika, Żeleński zrezygnował z kierownictwa Kroplą Mleka, nieporozumień z Teodorem Cybulskim nie wyjaśnił nawet sąd honorowy. W ciągu tygodnia pracował w Klinice Pediatrycznej, przygotowywał się do habilitacji, a w soboty recytował wierszyki w Jamie Michalikowej. To nie mogło długo trwać. Nieoczekiwanie z kliniki odszedł na emeryturę Maciej Jakubowski. Nowym szefem Żeleńskiego został Ksawery Lewkowicz. Obaj szczerze się nie lubili, co nie wróżyło łatwej współpracy. Świadomy tego, że w klinice jest miejsce tylko dla jednego z nich, Żeleński zrezygnował z asystentury.

Fragment pochodzi z książki Moniki Śliwińskiej Muzy Młodej Polski. Życie i świat Marii, Zofii i Elizy Pareńskiej